Jedzenie dziś a kiedyś

Jakość jedzenia, które możemy kupić w naszych sklepach często odbiega od jakości jaka powinna być w rzeczywistości? Czemu tak się dzieje? Ekonomia i nic więcej. Popyt rośnie, konkurencja wśród producentów żywności jest znaczna to zaczyna się wyścig szczurów. Światowa tendencja jest taka, żeby produkować wiele za niewiele. I tu mamy przyczynę dlaczego współczesne jedzenie jest takie jakie jest.

Nie wierzycie, to proszę o to przykład. W Polsce przed rokiem bodajże 1990 czyli tuż po upadku komunizmu w przemyśle mięsnym stosowane były stare normy które dokładnie określały skład poszczególnych wędlin. Ściśle przestrzegane było nazewnictwo produktów. I tak kiełbasa Krakowska mogła być wytworzona z mięsa wieprzowego klasy I, II i III z niewielkim dodatkiem wołowiny oraz przypraw takich jak sól, ziele angielskie, pieprz, gorczyca a całość zapakowana w jelito bądź sztuczną osłonkę. Dodatkowo normy określały ściele proporcje mięsa, przypraw. Nie można by zapomnieć o tym, że receptury określały sposób wykonania który mówił jak, kiedy i ile wędzić i parzyć wyrób wędliniarski w tym przypadku kiełbasę krakowską.

Po wejściu naszego kraju do unii europejskiej, w ramach akcji dostosowywania standardów zostały zniesione wszelkie normy mówiące o tym jak wyprodukować wspomnianą wyżej kiełbasę Krakowską i oczywiście inne wyroby. No i się zaczęło. Rząd został nagle bombardowany, przez UE rozmaitymi dyrektywami które nakazywały wprowadzenie wielu zmian. Producenci zachodni i nie tylko, urzędowo wyważyli bez użycia czołgów, szlaban chronicy nas przed jak ja to nazywam unijna szynką. Polski przemysł mięsny na szczęście dla nas, nie miał takiego kapitału by stosować praktyki unijne mające na celu zwiększenie wydajności, poprawienia smaku i itd. Dla tego część z nich upadła i został trzon polskiego przemysłu mięsnego, który dążył do tego by upodobnić swoją produkcję do unijnych kolegów.

Czy nam polakom taka sytuacja się podobała? Myślę, że w większości tak. Niestety ale komunizm wywarł na większości naszych rodaków takie piętno, że z otwartymi ramionami przyjmowali wszystko co pochodziło z zachodu. Nienawiść do wszystkiego co kojarzyło się z tamtym systemem była tak wielka, że przez dobre 20 lat zadomowiły się na naszych stołach unijne smaki.

Obecnie zauważam przesyt tym co unijne. Ludzie budzą się z letargu i w miarę odkrywania kolejnych afer odnośnie jakości jedzenia. Ta sytuacja powoduje, że tęsknimy za dobrą pachnącą dymem wędzarniczym szynką a nie za pływającym czymś o nazwie szynka. Dzięki temu tradycja powoli zwycięża.