Tego nie kupimy

Wszystko można kupić… Ostatnio mój znajomy stwierdził, że wszystko można kupić, co odebrałam, za przejaw materialistycznej odpowiedzi na romantyczne piosenki, których wykonawcy przekonują „…can’t buy me love…” I zaczęłam się zastanawiać. Ci, którzy nie chcą się poddać nurtowi i być może prawdzie XXI wieku odpowiedzą: nie przecież nie można kupić miłości, przyjaźni. I czego jeszcze? Uczono nas tego w szkole, że są pewne wartości, za które nie można zapłacić bo są bezcenne. Jak obrazy Leonarda da Vinci. Ale odpowiedź: miłość i przyjaźń nie są wystarczające. Postanowiłam więc pójść dalej i wymyślić coś bardziej oryginalnego. Siedząc w kawiarni, nad nieziemsko dobrą kawą ze spienionym mlekiem przy stoliku przy oknie obserwowałam ludzi, przechadzających się obok. Kobieta z wózkiem, chłopiec z gazetami, jakaś parka małolatów niezgrabnie obejmujących się- zupełnie jak w amerykańskich serialach. Pomimo tego, że kawa była naprawdę dobra, nie udało mi się nic wymyślić. Wyszłam więc i przechadzając się slalomem wśród brukowanych uliczek- slalom spowodowany kocimi łbami poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Co prawda, nie poczułam fizycznie rzucanego oka (i dobrze bo mogłabym zemdleć będąc trafiona gałką oczną np. w twarz), ale coś jak szósty zmysł mówiło mi, że jestem obserwowana. Rozejrzałam się po twarzach no i stał- mężczyzna, lat około 40 szedł naprzeciw mnie i to on się przyglądał mojej osobie. Zauważyłam błysk. Nie był w moim typie, łysiejący, niższy ode mnie (12centymetrowe obcasy czasem sprawiają wrażenie, że powinno się mnie trzymać w zoo razem z żyrafami), nic specjalnego. Ale ten błysk… Uśmiechnęłam się i uderzyła mnie myśl, że to jest fajne, kiedy robisz na kimś autentyczne wrażenie, a takowe na pewno było. Zaowocowało to pierwszą pozycją na liście „rzeczy nie do kupienia”. I chociaż nie podszedł i nie spytał czy wypijemy razem kawę- znów odniosę się tutaj do amerykańskich seriali, czułam swoistą satysfakcję, że nie będąc rasową modelką, nie majać perfekcyjnego makijażu, kogoś zaintrygowałam. Satysfakcja wylądowała na drugim miejscu listy. Pomyślałam, także, że owemu nieznajomemu mogłam kogoś po prostu przypominać, kogoś z kim być może spędził miłe chwile i fakt, tego, że ktoś za Tobą tęskni, za Twoich śmiechem, osobowością, również uznałam, za bezcenne więc umieściłam na pozycji nr 3. W ciągu półgodzinnego spaceru w kierunku mojego małego mieszkania, uskrzydlona myślą, że mam mocne argumenty aby podjąć dyskusję z moim znajomym, na temat tych głupot, że wszystko można kupić, moja lista, może nie tak ważna jak lista nominowanych do Nagrody Nobla uzupełniła się jeszcze o dwie rzeczy, które zauważyłam gdy słońce padało na pseudowiktoriańską fontannę w środku miasta- tęczę oraz zachwyt małej dziewczynki w warkoczykach, która stała z otwartą buzią i chłonąc wszystkie kolory zjawiska. Wróciłam do domu, mając naprawdę dobry humor. I pełną listę.

avatar(Michalina Agniejew)