Prawdziwa walka

Gonisz od rana do wieczora. Dom praca, praca dom. Pęd codzienności powala nawet najbardziej zaprawionych w boju. Ciągła walka o przetrwanie w korporacyjnym młynie powoduje samonakręcanie się tej spirali. Nie ma czasu na oddech, na chwilę spokoju.Wszystko trzeba załatwić na wczoraj. Szef nerwowo stuka długopisem w biurko w oczekiwaniu na kolejny raport. Nerwowy klient nie przebiera w słowach w rozmowie telefonicznej. Jego kurtuazja umarła wraz z kolejną awarią systemu. Tym razem to nie są czcze pogróżki, tym razem nastąpi starcie gigantów. Dwoisz się i troisz, nic nie pomaga, dotychczasowe wybiegi i tłumaczenia odbijają się pustym echem.

Druga strona jest nie do przekonania. A przecież wszyscy wiedzą, że gdy nadchodzi czas spotkania Prezesa z Prezesem to już wszyscy mają przechlapane. Jeśli małe trybiki wielkich maszyn nie dojdą do porozumienia na swoim poziomie, to szczebel decyzyjny będzie musiał ten bałagan posprzątać osobiście, a to często oznacza pożegnanie z biurkiem, ukochanym chomątem w postaci pracy.

Bo jest źle, ciężko, ale Ty nie umiesz już inaczej egzystować. Im więcej spraw na Twym karku tym bardziej czujesz, że żyjesz. Im mniej godzin przespanych tym precyzyjniej wyznaczasz priorytety. Wyścig szczurów o zajęcie najlepszego miejsca przy stole. O wygranie kolejnej sprawy, o pokazanie siebie w jak najlepszym świetle. Tylko jak długo dasz tak radę? Ty być może i do końca świata, ale Twój organizm w pewnym momencie mówi „DOŚĆ!”.

Twój umysł już nie przerabia kolejnych słupków i wykresów, jasność pomroczna ogarnia wzrok. I dochodzisz do granicy wytrzymałości. Teraz nie pozostaje nic innego, jak włożyć słuchawki na uszy. Odciąć się od świata zewnętrznego i wszelkich problemów korporacji. Uciec w bezpieczny azyl decybeli. Teraz już tylko czekać na totalny restart wszystkich czynności życiowych. Odpłynąć na falach dźwiękowych przelewających się przez Twój mózg. Odgrodzić od rozwścieczonego klienta, rozsierdzonego szefa oraz szefa szefów szukających kozła ofiarnego.Zamknąć oczy i odlecieć. Daleko w nicość pozbawioną pędu, wyścigu korporacyjnych szczurów. Chłonąć energię tych fal rozbijających się o Twoja czaszkę. Naładować swoje baterie na pełną moc. Po co? W jakim celu? By wstać, podnieść głowę i stawić czoło codzienności, która próbuje powalić Ciebie na kolana, udowodnić, że jesteś tylko i wyłącznie malutki trybikiem w wielkiej machinie zwanej korporacją. To Twój chleb codzienny, to Twoja pasja, Twoje uzależnienie. Do następnego razu, będziesz dzielnie toczył ten bój.